Delicious and easy recipe for no bake elderberry coconut mousse cake on oreo crust and chocolate shatds deocration. Food photography by Candy Company

Kokosowy torcik z czarnym bzem zrobiłam pierwszy raz zimą zeszłego roku, utylizując resztki po kilku innych deserach. Coś mi mówiło, że kokos i bez to będzie dobre połączenie. Po spróbowaniu przepis od razu trafił na listę do opublikowania na blogu w kolejnym sezonie na czarny bez.

Torcik z czarnym bzem na spodzie oreo jest naprawdę pyszny, delikatny, lekki i kremowy. P Y S Z N Y! Dobrze, że mam jeszcze zamrożony mały zapas bzu, bo na pewno niedługo przygotuję go znowu… Kolejne plusy to to, że deser bez pieczenia i szybki w przygotowaniu. Na drugi dzień jest jeszcze lepszy! Przekonałam Was?

Bardzo lubię wykorzystywać czarny bez do pieczenia, bo choć ma mało zdecydowany smak, można go też dzięki temu podrasować różnymi dodatkami i wykorzystać na wiele sposobów. Poza tym mogę go za darmo nazbierać, jest zdrowy i itp. itd. :)

Jesienny must bake, a raczej must „no bake”! :)

Spód

3 łyżki wiórków kokosowych

200 g ciasteczek oreo

35 g roztopionego masła

Wiórki kokosowe prażymy na patelni. Ciasteczka rozdrabniamy w malakserze, łączymy z masłem i wiórkami i masą wykładamy spód tortownicy 20 cm, dobrze dociskając ciasteczka do dna. Wkładamy do lodówki na czas przygotowania kremu i musu.

Krem z czarnym bzem

300 g czarnego bzu

3-4 łyżki cukru

sok z połowy cytryny

4 główki kardamonu (lub ok. 1/4 łyżeczki mielonego)

1,5 łyżeczki mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka żelatyny

500 g mascarpone

Kardamon rozbijamy w moździerzu i mieszamy z bzem (razem z łupinkami). dodajemy cukier i sok z cytryny, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 10 minut, aż część soku odparuje.

Mąkę ziemniaczaną mieszamy z niewielką ilością zimnej wody, i dodajemy do bzu (przed dodaniem zdejmujemy garnek z ognia) i cały czas mieszamy by zapobiec powstaniu grudek. Bez ponownie ustawiamy na palniku i podgrzewamy cały czas mieszając, aż zgęstnieje.

W między czasie namaczamy żelatynę w niewielkiej ilości zimnej wody. Kiedy czarny bez zgęstnieje zdejmujemy go z kuchenki i dodajemy żelatynę napęczniałą, mieszamy, aż cała się rozpuści. Studzimy.

Wystudzony bez miksujemy z mascarpone i wykładamy na spód. W razie potrzeby masę można trochę dosłodzić cukrem pudrem.

Mus kokosowy

200 g śmietanki kokosowej*

150 g białej czekolady

60 ml likieru kokosowego (np. Malibu)

200 g śmietany kremówki 36%

*śmietankę kokosową uzyskacie wkładając mleko kokosowe do lodówki na kilka/kilkanaście godzin i zbierając gęstą, białą część. Niektóre marki mleka są na tyle gęste, że można bez chłodzenia zebrać śmietankę (polecam mleko z Lidla).

Śmietankę doprowadzamy do wrzenia i zalewamy nią połamaną na kostki białą czekoladę, odkładamy na kilka minut, a następnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy likier kokosowy. Krem odkładamy na chwilę, aż osiągnie temperaturę pokojową.

W międzyczasie namaczamy żelatynę w niewielkiej ilości zimnej wody. Kiedy napęcznieje rozpuszczamy ją w mikrofalówce (ok. 15-20 s wystarczy) lub w kąpieli wodnej i mieszamy z czekoladą – stopniowo, najpierw do żelatyny dodajemy 1-2 łyżeczki czekolady i dopiero wtedy łączymy z resztą.

Śmietankę ubijamy na sztywno i mieszamy w 2-3 partiach z czekoladowym kremem.

Mus kokosowy wylewamy na krem z czarnym bzem i wkładamy do lodówki na kilka godzin lub całą noc.

Torcik z czarnym bzem jest jeszcze lepszy drugiego dnia :)

Smacznego!

Więcej na
http://candycompany.pl/

cherry meringue tart

Piankowiec Babci Helenki, z wiśniami i bezową pianką.

Każda babcia ma swoje popisowe ciasto (albo danie). Jadąc w odwiedziny mamy nadzieję, że zastaniemy właśnie ten deser… Kiedy pierwszy raz wybierałam się z J. do jego babci usłyszałam „Oo, może babcia zrobi piankowca?”. Od tamtego czasu też zawsze mam nadzieję, że będzie piankowiec :)

Jadąc do dziadków nawet z niezapowiedzianą wizytą zawsze można liczyć na to, że będzie coś słodkiego. A jeśli nic nie ma, to babcia ma odłożone a to gotowe zamrożone ciasto na spód, a to inne półprodukty i w ciągu 30 minut jest w stanie wyczarować jakieś słodkie cudo (i często jest to piankowiec!).

Nie znam osoby, która by nie uwielbiała piankowca, bo co tu nie lubić;  pyszny kruchy spód, powidła (babcia daje powidła, ale jako że wiśnie jeszcze są w sezonie nie mogłam się powstrzymać) i lekka jak piórko bezowa pianka. Rozpływa się w ustach, dosłownie i w przenośni :)

Trzeba tylko uważać by dżem, którego używacie (świeżo robiony lub z domowej spiżarni) był gęsty i dobrze odparowany, bo inaczej z piany zacznie wyciekać syrop. Kiedy piekłam ciasto pierwszy raz tak się właśnie stało, oczywiście to właściwie w niczym nie przeszkadza, piankowiec i tak znikł szybciej, niż wyciekał syrop…

Mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych przepisów jakie umieszczam na blogu!

Przepis (trochę zmodyfikowany) mam oczywiście od babci Helenki.

Składniki na tortownicę 20 cm z wysokim rantem (ok. 9 cm).

Spód

90 g zimnego masła

175 g mąki

2 łyżki cukru pudru

1 żółtko

1 łyżka zimnej wody (opcjonalnie)

Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto, wykładamy nim tortownicę 20 cm tworząc malutki rant. Nakłuwamy widelcem i chłodzimy w lodówce min. 30 minut. Pieczemy ok. 25-30 minut, do zarumienienia, studzimy.

Dżem wiśniowy

500 g wiśni

50 g cukru

1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej (opcjonalnie)

Wiśnie drylujemy, zasypujemy cukrem i gotujemy, aż powstanie bardzo gęsty, odparowany dżem. Pod koniec można dodać mąkę ziemniaczaną.

Można też użyć gotowego, domowego dżemu. Jeśli dżem jest mało zwarty, proponuję podpiec go 10 minut na spodzie przed nałożeniem piany.

Piana

7 białek

140 g drobnego cukru (7 łyżek)

Białka ubijamy na sztywno, stopniowo dodajemy cukier i ubijamy jeszcze kilka minut (mikserem stacjonarnym krócej niż ręcznym), aż piana będzie sztywna, lśniąca i gęsta.

Pianę wykładamy na podpieczony spód i pieczemy 10 minut w piekarniku nagrzanym do 175 C. Następnie wyłączamy piekarnik, zostawiamy w nim ciasto na kolejne 10 minut i wyjmujemy do ostudzenia. Piana może lekko przywrzeć do ścianek foremki, natłuszczonym nożem delikatnie obkrajamy piankowca i wyjmujemy z formy.

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/

tort agrestowy z matcha

Tort agrestowy z matcha i czarnymi malinami

Tort agrestowy z matcha i czarnymi malinami (tak są takie! :) ). Musowy, lekki, owocowy, letni. To jeden z tych przepisów, w których wiedziałam od początku do końca jak będzie wyglądał tort i zdjęcia, i dodatku wersja, którą oglądacie jest bardzo bliska ideału :)

Delikatny biszkopt z matcha, puszysty mus o smaku agrestu z malinami przełamującymi słodycz masy, koniecznie do spróbowania w sezonie agrestowym!

Pierwszy raz robiłam mus z dodatkiem bezy szwajcarskiej i jestem zachwycona jego konsystencją, jest lekki i puszysty, a jednocześnie zwarty i „konkretny”, pewnie gdyby nie dodatek kwaskowatych owoców byłby za słodki, ale tak wyszedł idealny :)

Czarne maliny mogą być ciężkie do zdobycia (ja mam je z działki teściów). Są drobniejsze niż popularna różowa odmiana, a smaku przypominają połączenie malin i jeżyn. Jeśli ich nie znajdziecie można je zastąpić zwykłymi malinami lub mieszanką malin i jeżyn.

Składniki na tort piętrowy 18 cm i 12 cm lub tort 23-24 cm.

Biszkopt

100 g białej czekolady

50 g mleka

5 jajek

150 g drobnego cukru

110 g mąki

2 łyżki matcha w proszku

Czekoladę i mleko rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odkładamy do wystygnięcia. Mąkę przesiewamy z matcha.

Jajka ubijamy z cukrem, aż potroją objętość i będą jasne i puszyste (ok. 10 minut mikserem ręcznym lub 5 stacjonarnym), wstążka masy upuszczona z łyżki powinna utrzymywać się na powierzchni piany przez kilka sekund.

Do piany w 3 turach dodajemy suche składniki i mieszamy delikatnie, ale szybko, by nie uszkodzić piany.

Na końcu dodajmy przestudzoną czekoladę i mieszamy do połączenia składników.

Biszkopt pieczemy w 170 C przez ok 30 minut (w małych formach) lub ok. 40 minut w formie 23 cm, lub w formach 18 i 12 cm, lub do suchego patyczka.

Mus agrestowy z malinami

600 g agrestu

łyżka cukru

150 g białej czekolady

3 łyżeczki żelatyny

75 g białek (2 białka)

110 g drobnego cukru

200 g śmietany kremówki 36%

oraz ok. 200 czarnych i zwykłych malin

Agrest myjemy i usuwamy szypułki, zasypujemy cukrem i prażymy na średnim ogniu, aż mniej więcej połowa odparuje i zostanie gęsty dżem. Owoce przecieramy przez sitko (część pestek wrzuciłam z powrotem do przetartych owoców). Do gorących dodajemy połamaną czekoladę, odkładamy na chwilę i mieszamy, aż cała czekolada się rozpuści.

Żelatynę namaczamy w niewielkiej ilości zimnej wody, odkładamy do napęcznienia.

Z białek i cukru przygotowujemy bezę szwajcarską. Oba składniki umieszczamy w misce na kąpieli wodnej i cały czas mieszając podgrzewamy, aż powstanie jasna piana, cukier się rozpuści i beza osiągnie temperaturę 60 C. Jeśli nie macie termometru sprawdźcie czy cały cukier się rozpuścił i beza jest gorąca – jeśli tak, to jest gotowa.

Masę agrestowo czekoladową najpierw łączymy z podgrzana, rozpuszczoną żelatyną (10-15 s w mikrofalówce, lub na kąpieli wodnej), następnie z bezą szwajcarską. Na końcu dodajemy śmietankę kremówkę ubitą na pół sztywno.

Złożenie

Biszkopt obkrawamy z każdej strony, kroimy na 2 blaty. Pierwszy blat wkładamy do obręczy lub do tortownicy, wykładamy na niego mus i w masę wciskamy maliny, przykrywamy drugim blatem lekko dociskając. Wierzch przykrywamy folią. Tort wkładamy do lodówki do zastygnięcia na kilka godzin lub całą noc.

Przed podaniem tort agrestowy posypujemy cukrem pudrem, kwiatami, agrestem i malinami.

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/

strawberry tiramisu cake truskawkowe tiramisu

Truskawkowe tiramisu – bezglutenowe

Truskawkowe tiramisu na otwarcie sezonu truskawkowego! A  raczej truskawkowe à la tiramisu, bo przecież tiramisu jest tylko jedno :) Choć przyznam, że oryginału jeszcze nie robiłam (!), to truskawkowa wersja chodziła mi po głowie od dłuższego czasu…

Delikatne migdałowe ciasto, krem i podwójna ilość truskawek – liofilizowanych w proszku, i świeżych – po prostu idealny truskawkowy deser, w dodatku jest bez glutenu.
À la tiramisu  składałam w naszym Pińczowskim sadzie i tam też robiłam zdjęcia, a potem przetrwało jeszcze drogę do Kielc na imieniny cioci – jednym słowem dało radę!

Ciasto jest pyszne, bardzo proste w przygotowaniu i bardzo efektowne :) Bardzo polecam!

Na zdjęciach są 4 piętra, ale w przepisie podaję trzy warstwy, bo zdecydowanie lepiej się kroi.

Ciasto

150 g miękkiego masła

150 g cukru pudru

200 g mielonych migdałów

1 łyżka mąki ryżowej (lub ziemniaczanej)

2 jajka

Migdały mieszamy z mąką, odkładamy.

Mało miksujemy z cukrem pudrem na puszystą masę, dodajemy mielone migdały, jajka i miksujemy do połączenia składników.

Ciasto wykładamy na dużą prostokątną blachę 30 x 40 cm, wyłożoną papierem do pieczenia  i wyrównujemy. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 C przez 20-25 minut, aż wierzch zbrązowieje.

Po przestudzeniu kroimy na 3 równe części.

Krem

500 g mascarpone

200 g śmietany kremówki 30%

2 łyżki cukru pudru

ziarenka z 1/2 laski wanilii

oraz

ok. 25 g liofilizowanych truskawek

ok. 500 g truskawek

Mascarpone ubijamy ze śmietanką, cukrem i wanilią na puszysty krem.

Złożenie

Truskawki kroimy w plasterki.

Krem nakładamy do worka cukierniczego (użyłam tylki Wilton 4B).

Na pierwszy blat ciasta wyciskamy warstwę kremu (lub rozsmarowujemy jeśli nie macie worka cukierniczego), posypujemy truskawkami w proszku (nie żałujcie) – jak cukrem pudrem, przez sitko. W krem delikatnie wciskamy część truskawek i przykrywamy kolejnym blatem. Powtarzamy czynności, aż do złożenia całego ciasta.

Truskawkowe tiramisu dobrze jest przełożyć na kilka godzin przed podaniem.

Podajemy ze świeżymi truskawkami oczywiście :)

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/

nettle cake

Kokosowy tort z pokrzyw z mandarynką

Tort z pokrzyw? Siostra powiedziała mi, że jestem szalona, ale dlaczego nie! Jak widać pyszny tort można zrobić ze wszystkiego, a osobiście gorąco polecam pieczenie z półproduktów własnoręcznie zebranych (i darmowych!) – sezon zbieractwa uważam oficjalnie za otwarty :) Nie jestem pewna jak dużo właściwości zdrowotnych ma pokrzywa po upieczeniu, ale przynajmniej poparzenia wyjdą Wam na zdrowie!

O torcie z pokrzyw powiedziała mi koleżanka z pracy, jeszcze w zeszłym roku i siedział mi w głowie od tamtego czasu. Pomyślałam, że przygotuję własną wersję – pachnący olej kokosowy maskuje aromat pokrzyw (udało się!), a domowa marmolada z mandarynek dodaje smaczku. Tort jest wilgotny, lekki i pyszny. W sam raz na majówkę!

Pamiętajcie by zbierać pokrzywy rosnące z dala od dróg i miejscach czystych, ja mam na szczęście nieograniczone pokrzywowe zapasy w ogrodzie…

Składniki na tort z pokrzyw o średnicy 20, tort 23 cm należy upiec z 1 i 1/2 porcji ciasta. Tort na zdjęciach piekłam w tortownicy 15 cm.

Ciasto

120 g liści młodych pokrzyw

3 jajka

120 g jogurtu naturalnego (1/2 szklanki)

skórka z 1 mandarynki

sok z 1/2 mandarynki

łyżka soku z cytryny

120 g oleju kokosowego nierafinowanego* (1/2 szklanki)

150 g drobnego cukru (3/4 szklanki)

200 g mąki

50 g wiórków kokosowych

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

*nierafinowany czyli zapachowy

Foremkę wykładamy papierem do pieczenia (dno), boki smarujemy masłem i oprószamy mąką.

Pokrzywy myjemy i odsączamy.

W blenderze rozdrabniamy pokrzywy, jogurt oraz skórkę i sok z mandarynki oraz cytryny. Olej kokosowy lekko podgrzewamy by miał płynną konsystencję, dodajemy go razem z cukrem i jajkami do pure i miksujemy/mieszamy trzepaczką na gładką masę.

Mąkę mieszamy z proszkiem, sodą i  wiórkami, i w trzech partiach dodajemy do pure.

Ciasto przekładamy do przygotowanej foremki i pieczemy ok. 35-40 minut lub do suchego patyczka. Po wyjęciu studzimy w foremce przez 10 minut, następnie delikatnie wyjmujemy ciasto na kratkę. Po wystygnięciu zawijamy w folię by nie wyschło.

Marmolada mandarynkowa

400 ml soku i miąższu z mandarynek (ok. 4 większe owoce)

3 łyżki cukru

1/2 łyżeczki żelatyny

Sok i miąższ z mandarynek mieszamy z cukrem i redukujemy na średnim ogniu, aż pozostanie nieco mniej niż ok. 1/2 płynu. Do gorącego syropu dodajemy żelatynę namoczoną w zimnej wodzie i dokładnie mieszamy. Odkładamy do wystygnięcia i przechowujemy w lodówce.

Krem

500 g śmietany kremówki 36%

2 łyżeczki likieru kokosowego

2 łyżki cukru pudru

1/2 łyżeczki żelatyny (opcjonalnie)

Żelatynę można użyć dla dodatkowej stabilizacji np. jeśli planujecie przewozić tort.

Żelatynę zalewamy niewielką ilością zimnej wody i odkładamy na kilka minut do napęcznienia. po tym czasie podgrzewamy ja w mikrofalówce (10 s) lub kąpieli wodnej i rozpuszczoną mieszamy z łyżeczką zimnej śmietanki by wyrównać temperatury. Łączymy z resztą śmietany.

Śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem.

Złożenie

Ciasto kroimy na 2 lub 3 blaty, smarujemy marmoladą mandarynkową i śmietanką. Tort z pokrzyw obkładamy pozostałym kremem i dekorujemy świeżymi lub cukrzonymi liśćmi pokrzywy (albo innymi jadalnymi liśćmi).

Smacznego!

Więcej na http://candycompany.pl/

torcik walentynkowy z musem truskawkowym

Torcik walentynkowy z musem truskawkowym i różą

Torcik walentynkowy z musem truskawkowym, konfiturą z róży, na spodzie z blondie z orzechami nerkowca i z romantyczną dekoracją z czekoladowych płatków i bez na pewno zachwyci waszą drugą połówkę… Moją zachwycił :) Pewnie, że wymaga więcej wysiłku i czasu niż kupienie bukietu, ale efekt gwarantowany!

Na Walentynki chciałam przygotować coś lekkiego i owocowego, a z drugiej strony musiała się tam znaleźć czekolada. W pierwotnym zamyśle to miał być torcik bez pieczenia i z ciemną czekoladą, ale eksperyment się nie udał i musiałam improwizować… Spód tortu jest podobny do tego w serniku z liczi, ale dodałam białą czekoladę i orzechy nerkowca zamiast migdałów – wyszło coś w stylu wilgotnego blondie z charakterystycznym posmakiem nerkowców – dla mnie super! Na pewno wykorzystam w innych ciastach…

Składniki na tortownicę 23 cm.

Spód 

75 g miękkiego masła

75 g cukru pudru

1 jajko

100 g mielonych orzechów nerkowca (lub migdałów)

100 g białej czekolady

Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia, nagrzewamy piekarnik do 175 C.

Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Masło miksujemy z cukrem, aż będzie jasne i puszyste, dodajemy jajko i miksujemy do połączenia składników. Dodajemy przestudzoną czekoladę i miksujemy. Na wsypujemy końcu zmielone orzechy nerkowca i delikatnie mieszamy.

Masę przekładamy do przygotowanej formy, pieczemy 18-20 minut, aż wierzch ciasta zbrązowieje. Całkowicie studzimy.

Mus truskawkowy

450 g mrożonych truskawek (w sezonie świeże)

3-4 łyżki cukru pudru

4 łyżeczki żelatyny

1 łyżka soku z cytryny

300 ml śmietany kremówki 36%

Truskawki rozmrażamy.

Żelatynę namaczamy w niewielkiej ilości zimnej wody. Owoce miksujemy na pure, dodajemy sok z cytryny i cukier. Napęczniałą żelatynę podgrzewamy w mikrofalówce (15 s powinno wystarczyć) lub w większej miseczce z gorącą wodą. Rozpuszczoną żelatynę łączymy z pure truskawkowym – najlepiej zrobić to stopniowo dodając po kilka łyżeczek pure do ciepłej żelatyny by wyrównać temperaturę i uniknąć powstania grudek.

Kremówkę ubijamy na prawie sztywno (tzw. miękkie wierzchołki) i delikatnie łączymy z truskawkami. Mus wylewamy na ostudzony spód i wkładamy do lodówki na czas przygotowania polewy.

Polewa różana

115 g białej czekolady

115 g śmietany kremówki 36 % (30% też jest ok.)

1 łyżeczka żelatyny

3-4 łyżeczki konfitury z płatków róży

1 łyżeczka wody różanej (można pominąć jeśli nie macie)

barwnik spożywczy (opcjonalnie)

płatki czekoladowe i bezy do dekoracji

Z żelatyną postępujemy jak przy przygotowaniu musu truskawkowego; namaczamy w zimnej wodzie po kilku minutach podgrzewamy. Czekoladę i śmietankę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i jeszcze ciepły ganache łączymy z rozpuszczoną żelatyną. Dodajemy konfiturę z róży i wodę różaną oraz ewentualnie barwnik spożywczy. Studzimy kilka minut (nie za długo bo polewa zacznie tężeć), wylewamy na mus truskawkowy i chłodzimy w lodówce kilka godzin lub całą noc.

Przed podaniem dekorujemy czekoladowymi płatkami róży i pokruszonymi bezami (w sezonie dorzućcie kilka świeżych truskawek i płatków).

Smacznego!

Wiecej na 
http://candycompany.pl/

krajanka cytrynowa z kaki

Krajanka cytrynowa z kaki. Persimmon lemon bars

Zimą uwielbiam używać do wypieków ananasów, cytrusów i innych zagranicznych owoców, a w sklepach sezon na nie w pełni (w tym kaki) i szkoda byłby tego nie wykorzystać! Może to kwestia kolorów, ale egzotyczne owoce kojarzą mi się optymistycznie… I zapewniam Was, że po kawałku cytrynowej krajanki z kaki życie od razu staje się lepsze i łatwiej dotrwać do wiosny…

Generalnie jestem czekoladoholikiem, ale w zupełności zgadzam się z J., który twierdzi, że nie ma nic lepszego niż lemon curd – bo ten krem jest BOSKI, i już :) A jeśli połączy się go z ciasteczkowym spodem i delikatnym musem z kaki to mamy deser idealny…

Owoce kaki jak najbardziej nadają się do wypieków, ale e smaku są dość delikatne (może mdłe byłoby nawet lepszym określeniem) i zdecydowanie najlepiej wypadają w połączeniu z czymś wyrazistym jak cytrusy. Pamiętajcie, by użyć naprawdę dojrzałych owoców, takich które prawie eksplodują przy dotknięciu.

PS. Krajanka cytrynowa z kaki to nie ostatni przepis z tym owocem, już niedługo będzie następny, więc lepiej kupcie zapas.

Składniki na ok. 16 porcji, użyłam blaszki 20×20, ale można użyć np. keksówek lub blachy 19 x 22 cm.

Lemon curd

sok i skórka z 4 średnich cytryn

2 jajka

4 żółtka

3/4 szkl cukru

75 g masła

Lemon curd najlepiej przygotować wcześniej (może stać w lodówce do 7 dni), a nawet mieć zamrożony.

Sok i skórkę cytrynową roztrzepujemy z jajkami, żółtkami i cukrem, dodajemy masło pocięte w kosteczkę i już nie mieszając wstawiamy miskę do kąpieli wodnej. Mieszamy masę szpatułką przez ok. 10 -13 minut, aż mocno zgęstnieje i zacznie oblepiać szpatułkę. Zdejmujemy z kąpieli przecieramy przez sito i przykrywamy wierzch lemon curd folią spożywczą by zapobiec utworzeniu się kożucha. Odkładamy, aż zastygnie i ochłodzi się do temperatury pokojowej.

Spód

150 g ciasteczek digestive

45 g masła

Kwadratową foremkę 20 x 20 cm wykładamy papierem do pieczenia, tak by boki wystawały ponad rant foremki (ułatwi to wyjęcie ciasta). Piekarnik nagrzewamy do 170 C.

Pokruszone ciasteczka mieszamy z masłem i wykładamy nimi spód blaszki, mocno dociskamy. Przed dalszym użyciem spód chłodzimy w lodówce ok. 30 minut.

Na ciasteczka wykładamy lemon curd i zapiekamy przez ok. 25 minut, wyjmujemy z piekarnika i całkowicie chłodzimy przed przygotowaniem galaretki.

Galaretka z kaki

2 łyżeczki żelatyny

4 bardzo dojrzałe kaki odmiana fuyu (ok. 500 g)

sok z połowy pomarańczy

Żelatynę namaczamy w niewielkiej ilości zimnej wody przez ok. 5 minut.

Miąższ z kaki wyciskamy, lub wyskrobujemy łyżeczką i krótko miksujemy, dodajemy sok z pomarańczy i mieszamy. Żelatynę rozpuszczamy w mikrofalówce (w 2 – 3 turach po 10-15 s na średniej mocy) lub w większej misce wypełnionej gorącą wodą.

Pure z kaki łączymy stopniowo z żelatyną, by zapobiec powstaniu grudek, dokładnie mieszamy i wylewamy na zapieczony i ostudzony lemon curd. Deser chłodzimy w lodówce przez kilka godzin, a najlepiej całą noc. Przed podaniem delikatnie obkrajamy boki krajanki i wyciągamy ciasto za papier.

Podajemy z bitą śmietaną i suszonymi kaki (można własnoręcznie w piekarniku) lub solo.

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/

besan laddu

Besan laddoo lub laddu czyli indyjskie słodkie kuleczki z ciecierzycy

Laddu to indyjskie słodycze, jedzone zwłaszcza podczas hinduskich świąt i uroczystości. Przygotowuje się je z mąki z ciecierzycy, semoliny lub mąki kokosowej i ghee (rodzaj masła), przypraw, bakalii i formuje się na kształt kulki. Są bardzo proste w przygotowaniu i potrzeba tylko kilku składników.

Słyszałam już o nich wcześniej i były gdzieś na mojej „to do” liście, ale raczej w odleglejszej przyszłości, ale… No właśnie, ale mam siostrę która jest weganką, i która przygotowała sobie wegańską wersję laddu na święta. Ona upichciła trochę inne; z tahini, mąką kokosową i mnóstwem bakalii, ale było to tak dobre, że laddu od razu przesunęło się na mojej liście na „zaraz” :)

Postanowiłam zacząć od klasycznego przepisu na besan laddu czyli kuleczki z mąki z ciecierzycy z dodatkiem pistacji, rodzynek i kardamonu. Są banalne w przygotowaniu i jeśli tylko nie przypalicie mąki to nie mogą się nie udać! Ja miałam trochę wątpliwości czy mi wyjdą, bo prażyłam mąkę z masłem dużo dłużej niż w oryginalnym przepisie i co chwilę zdejmowałam rondel z ognia żeby sprawdzić w Internetach czy wszystko jest jak należy, ale laddu wyszło bajeczne – aromatyczne, zwarte, ale kremowe i jakby się rozpływało w ustach! Sama nie wiem do czego je porównać, coś jak chałwa, ale o zupełnie innym smaku i bardziej jedwabistej konsystencji.

Jedno mogę Wam powiedzieć – zróbcie je koniecznie!

Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki na ok. 16-22 laddu

1,5 szkl mąki z ciecierzycy

115 g  roztopionego masła klarowanego

3/4 szklanki cukru pudru

1/3 szkl posiekanych pistacji (lub innych orzechów)

1/3 szkl posiekanych rodzynek

1 łyżeczka mielonego kardamonu

Besan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step pictures

Mąkę prażymy na patelni przez ok. 5 minut, dodajemy masło, mieszamy i prażymy na średnim ogniu przez 10-30 minut. W oryginalnym przepisie czas prażenia wynosił ok. 10 minut, ale musiałam to robić o wiele dłużej (prawie 30 minut). Najważniejsze to obserwować laddu i mieszać, na zdjęciach widać jakiej konsystencji powinna być masa kiedy jest gotowa. Jeśli w trakcie prażenia masa zacznie zbyt szybko brązowieć zmniejszcie ogień!

Besan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step pictures

Na początku masa będzie sucha, potem stopniowo zacznie oddawać tłuszcz i robić się „lepka” coś jakby trochę wodniste pure ziemniaczane :). Laddu powinno lekko zbrązowieć (kolor podobny do masła orzechowego), poczujecie też piękny orzechowy aromat prażonej mąki. Kiedy je odstawicie z ognia i po chwili powierzchnia zacznie się jakby robić płynna to znaczy, że jest gotowe.

Besan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step pictures

Odstawiamy masę, aż ostygnie na tyle, że będzie można ją zarabiać ręką, ale wciąż będzie ciepła (kiedy całkiem ostygnie robi się twarda), dodajemy cukier, kardamon, bakalie i mieszamy – najlepiej ręką.

Besan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step pictures

Formujemy kulki wielkości sporego orzecha włoskiego (po ok. 30 g) i odstawiamy na chwilę – kulki trochę się rozleją, ale po chwili można poprawić ich kształt. Można je schłodzić w lodówce, ale uwaga bo błyskawicznie twardnieją!

Laddu twardnieje po zastygnięciu, długo nadaje się do spożycia, nawet do 2 miesięcy. Przechowujemy w szczelnym pojemniku w lodówce lub w temperaturze pokojowej (przechowywane w lodówce będą dobre nawet dłużej).

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/

Besan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step picturesBesan laddoo or laddu traditional Indian sweets made from gram flour (ground chickpeas), butter and sugar. Very easy recipe and step by step pictures

lychee cheesecake

Sernik z liczi na zimno

Nie pamiętam już kiedy ostatnio robiłam sernik na zimno. Ostatnio piekę tyle tortów, że to był już najwyższy czas na coś bardziej lekkiego, a sernik na zimno z liczi to zdecydowanie bardziej deser niż ciasto. Sernik wymyśliłam sobie jako eksperyment, który mieliśmy zabrać ze sobą na parapetówkę do znajomych i na szczęście określenie „udał się” to mało powiedziane…

Sernik z liczi jest boski, delikatny, lekki i nie bardzo słodki. Liczi dodaje mu świeżości i egzotyki. Migdałowy spód dosłownie rozpływa się w ustach, podobnie jak masa serowa i mus z liczi i czekolady.  Choć moje eksperymenty udają się z różnym skutkiem to zdecydowanie twierdzę, że warto czasem poeksperymentować!

Sernik udekorowałam białą czekoladą i papierem ryżowym znalezionym w szafce i pokolorowanym barwnikami w proszku.

Składniki na formę 23 lub 24 cm.

Spód

75 g masła

75 g cukru pudru

100 g mielonych migdałów

1 jajko

Piekarnik nagrzewamy do 190 C.

Masło ręcznie ucieramy z cukrem pudrem do połączenia składników, dodajemy migdały i jajko i mieszamy na gładką pastę.

Masę przekładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia (papier jest niezbędny, żeby spód się nie przykleił do tortownicy – ciasto jest bardzo wilgotne). Pieczemy w nagrzanym piekarniku 18-20 minut, aż wierzch ciasta będzie mocno brązowy. Całkowicie studzimy, a potem chłodzimy w lodówce.

Masa serowa

2,5 łyżeczki żelatyny (ok. 8 g)

100 g białej czekolady

450 g mielonego tłustego sera

2-3 łyżki cukru pudru

1-2 puszki liczi (po 530 g netto każda)*

240 ml śmietany kremówki 36 % (200 + 40)

Liczi odsączamy (nie wylewajcie zalewy) i kroimy na drobne kawałki. Owoce przekładamy na sitko żeby dobrze ociekły – to bardzo ważne bo sok z liczi może niepotrzebnie rozrzedzić sernik.

Żelatynę namaczamy w zimnym mleku lub wodzie i odstawiamy do napęcznienia na kilka minut. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, lekko studzimy. Podgrzewamy 40 ml kremówki (śmietanka powinna być bardzo gorąca, ale nie wrząca) i rozpuszczamy w niej napęczniałą żelatynę. Następnie łączymy z rozpuszczaną czekoladą i mieszamy do uzyskania gładkiej masy, lekko studzimy (uważajcie by masa, nie zaczęła tężeć!).

Ser miksujemy z cukrem pudrem i łączymy z masą czekoladową z żelatyną. Trzeba to zrobić ostrożnie, żeby nie zrobiły się grudki, najlepiej dodawać po łyżce sera do czekolady, aż uzyskacie gładką masę.

Kremówkę ubijamy na sztywno, delikatnie łączymy z masą serową, dodajemy liczi i mieszamy. Sernik wykładamy na ostudzony spód i wkładamy do lodówki.

Mus czekoladowy

zalewa z liczi

2 łyżeczki żelatyny (6 g)

100 g białej czekolady

200 g śmietany 36 %

Zalewę z liczi gotujemy na średnim ogniu, aż zostanie 1/3 płynu (ok. 200 ml lub ok. 100 ml jeśli robicie wersję z jednej puszki). W między czasie namaczamy żelatynę w niewielkiej ilości zimnej wody.

Do gorącego syropu dodajemy czekoladę i mieszamy do uzyskania gładkiej masy, łączymy z żelatyną i mieszamy, aż żelatyna całkowicie się rozpuści. Odkładamy na chwilę by masa przestygła do temperatury pokojowej.

Kremówkę ubijamy na prawie sztywno (do tzw. miękkich wierzchołków) i delikatnie łączymy z masą czekoladową. Wylewamy na sernik i odkładamy do lodówki do zastygnięcia, na minimum kilka godzin, a najlepiej na noc. Kroimy ostrym nożem, można najpierw podważyć lekko spód.

Smacznego!

*Zrobiłam wersję z 1 puszką i z dwoma, w obydwu przypadkach sernik jest pyszny, ale przy 1 puszce sernik wychodzi niższy i jest w nim mniej liczi – co jest w sumie logiczne. Tak czy siak wolę wersję na bogato :)

Więcej na 
http://candycompany.pl/

galette de rois

Galette de rois. Ciasto Trzech Króli z nadzieniem migdałowym

Galette de rois to ciasto jedzone we Francji w okresie świątecznym i w styczniu. Tradycyjnie piecze się je na święto Trzech Króli, w nadzieniu ukryta jest figurka, migdał lub ziarno bobu – ten kto je znajdzie w swoim kawałku zostaje królem i cały dzień nosi specjalną koronę. Galette de rois przygotowuje się z ciasta francuskiego i nadzienia migdałowego (czasem innego). Jest pyszne, delikatne, chrupiące i rozpływa się w ustach.

Możecie użyć gotowego ciasta lub pokusić się o przygotowanie własnego, wierzcie mi czuć różnicę :) Ja poszłam trochę na skróty i przygotowałam szybkie ciasto francuskie według Michela Roux (rough puff pastry), wymaga znacznie mniej wysiłku i czasu niż tradycyjne ciasto francuskie, a efekt jest podobny.

Niestety zapomniałam tez o najważniejszym – o włożeniu do środka tokenu w postaci migdała, ale trudno naprawię to za rok :)

Składniki na dużą tartę 23 cm lub 4 mniejsze.

Gotowe ciasto francuskie lub szybkie ciasto francuskie z przepisu

Ciasto wałkujemy tak by można było z niego wyciąć 2 kręgi o średnicy 23-24 cm, lub 8 mniejszych ok. 12 cm. Wycięte blaty ciasta smarujemy nadzieniem zostawiając 2 cm marginesu. Margines smarujemy rozbełtanym jajkiem i nakładamy drugi blat, dociskamy krawędzie żeby ciasto dobrze się skleiło. Nożem zdobimy krawędź jednocześnie dociskając ciasto.

Nakłuwamy tartę na środku, smarujemy całość jajkiem i nożem nacinamy wierzch robiąc ozdobny wzorek. Galette wkładamy do lodówki na 1 h (można na dłużej), w międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 200 C. Przed pieczeniem ciasto ponownie smarujemy jajkiem. Pieczemy przez ok. 35 minut, aż zrobi się złoto brązowe.

Przygotowanie ciasta:

250 g mąki

250 masła

125 ml wody

szczypta soli

Jeśli planujecie sami przygotować ciasto obejrzyjcie ten filmik.

Masło siekamy na masło kawałeczki i mieszamy z mąką i solą, rozdrabniamy masło palcami, aż powstaną okruchy obtoczone w mące.

Wlewamy wodę w 2-3 turach, po każdym dodaniu lekko mieszając i zagniatamy, aż utworzy kulę. Staramy się robić to szybko, ciasto nie ma być jednolite - powinny się dalej w nim znajdować kawałki masła.

Wałkujemy ciasto w prostokąt i składamy, powtarzamy proces dwukrotnie (zobaczcie na filmiku). Odkładamy ciasto do lodówki na ok 30 minut i ponownie 2 razy wałkujemy i składamy. Po tym czasie ciasto jest gotowe do użycia.

Nadzienie migdałowe

75 g miękkiego masła

75 g cukru pudru

75 g mielonych migdałów

skórka z połowy pomarańczy

1 jajko

1 żółtko

1 łyżka soku z pomarańczy

1 łyżka rumu

Nadzienie przygotowujemy minimum 1 h przed pieczeniem.

Masło powinno być naprawdę miękkie, ale nie roztopione. W misce ucieramy trzepaczką lub szpatułką (nie trzeba miksować) masło i cukier puder, a kiedy oba składniki dobrze się połączą dodajemy resztę i mieszamy do uzyskania gładkiej pasty. Krem wkładamy do lodówki na ok. 1 godzinę.

Nadzienie na początku może być trochę płynne, ale zgęstnieje w lodówce.

Smacznego!

Więcej na 
http://candycompany.pl/